Istnieje powszechne, niemal mistyczne przekonanie, że szczeniak to taka czysta, niezapisana karta. Gliniany dzbanek, który wystarczy napełnić miłością.

Otóż nie. Szczeniak to nie jest czysta karta.

Szczeniak to raczej skomplikowany, wysoce wybuchowy mechanizm zegarowy ukryty w futrzanej kulce, do którego ktoś zapomniał dołączyć instrukcję obsługi a który wymaga bardzo specjalistycznej wiedzy żeby stał się stabilny w przyszłości.

Decydując się na szczeniaka, podejmujesz się roli Demiurga. Masz ukształtować calutkie nowe życie. Oznacza to, że jeśli za dziesięć lat twój pies postanowi zagryźć listonosza, ukraść pieczeń z niedzielnego stołu albo zorganizować napad na bank, lustro w przedpokoju wskaże jedynego winnego. Ty nim będziesz*.

Odwieczna wojna: Kupno kontra Adopcja

Kiedy człowiek decyduje się na psa, natychmiast trafia w sam środek plemiennej wojny. Z jednej strony barykady stoją ortodoksyjni wyznawcy adopcji, trąbiący, że każde kupno psa to bezpośrednie zasilanie konta bezdusznego hodowcy i powielanie problemu bezdomności. Z drugiej – zwolennicy czystości krwi, ostrzegający, że adopcja to rosyjska ruletka z pistoletem załadowanym psimi traumami.

I pośrodku stoją oni: zdezorientowani, przyszli opiekunowie, zasypywani argumentami jak gradem.

Spójrzmy na to trzeźwym okiem. Dla wielu mniej doświadczonych ludzi idealnym, choć niedocenianym rozwiązaniem jest odpowiedzialna adopcja dorosłego psa. Słowo klucz: odpowiedzialna. Nie mówimy tu o kliknięciu w przypadkowe ogłoszenie na portalu z rzeczami używanymi, gdzie ktoś oferuje „psa oddam w dobre ręce, bo gryzie meble i patrzy na mnie z ukosa”. Mówimy o procesie zaplanowanym, prowadzonym pod okiem doświadczonej fundacji lub schroniska.

Dlaczego dorosły pies?

Ponieważ jest już ukształtowany psychicznie. Jest dojrzały. Owszem, ma swoje problemy – każdy z nas ma – ale te problemy są już zidentyfikowane. Wiesz, na czym stoisz. Dorosły pies nie zaskoczy cię nagle faktem, że nienawidzi dźwięku suszarki albo ma instynkt łowiecki godny tygrysa bengalskiego. Ze szczeniakiem? Cóż, ze szczeniakiem grasz w kości z losem. I to kośćmi, które sam wybrałeś i sam wychowałeś.

Błąd 1: Mitologia internetowych opisów ras

Załóżmy jednak, że upierasz się przy szczeniaku. Pierwszą minę zaliczasz już na etapie wyboru rasy. Wchodzisz do internetu, żeby sprawdzić, kim jest twój wymarzony Sznaucer Rosyjski albo Pudel Miniaturowy.

Literatura kynologiczna i strony hodowców to fascynujące dzieła literackie, lokujące się gdzieś pomiędzy baśniami braci Grimm a prospektami reklamowymi deweloperów.

  • O Sznaucerze przeczytasz: „Wierny pies rodzinny, lojalny, o ile zostanie dobrze poprowadzony”. (To ostatnie zdanie to tak naprawdę drobny druczek mówiący: „Jeśli popełnisz błąd, ten pies przejmie władzę nad domem i zacznie pobierać od ciebie czynsz”).
  • O Pudlu: „Słodka przytulanka, idealna dla dzieci, mało wymagająca, choć potrzebuje regularnego groomingu”.

Czego NIE znajdziesz w tych opisach? Ani słowa o łańcuchu łowieckim. Ani słowa o tym, jak te psy faktycznie przetwarzają bodźce. Nikt nie wspomina o stopniu ich pobudzenia, ani o tym, że – wbrew powszechnej opinii – te małe, „przytulankowe” stworzenia potrzebują potężnej dawki ruchu i stymulacji umysłowej. Efekt? Całkowite fiasko już na etapie planowania. Kupujesz „przytulankę”, a dostajesz neurotycznego sportowca na etacie.

Błąd 2: Polowanie na okazje, czyli domowe fabryki piesków

Załóżmy, że jakimś cudem dobrałeś rasę, która do ciebie pasuje. Nadchodzi czas na wybór hodowli. Dzwonisz tu i tam, i nagle dowiadujesz się, że rasowy szczeniak kosztuje 5, 7, a czasem 10 lub 15 tysięcy złotych.

W tym momencie w głowie przeciętnego obywatela uruchamia się wewnętrzny Janusz Biznesu: „Dziesięć tysięcy za psa? Przecież on nie ma klimatyzacji ani napędu na cztery koła!”. Zaczynają się poszukiwania wersji „budżetowej” za 2000 zł, albo i za 500 zł z ogłoszenia „oddam za zwrot kosztów szczepienia”.

Wysoka cena w dobrej hodowli nie bierze się z sufitu. To koszt opieki weterynaryjnej, doskonałej jakości żywienia suki i szczeniąt, a przede wszystkim – czasu i wiedzy włożonej w socjalizację, zanim miot w ogóle przyjdzie na świat. Tanie hodowle (a raczej fabryki) mają koszty w głębokim poważaniu.

I tak oto wybierasz „klasyczną, małą, domową hodowlę”, gdzie właściciel o psychologii zwierząt wie tyle, co o fizyce kwantowej. W efekcie kupujesz szczeniaka, który pierwsze tygodnie życia spędził w wiejskiej zagrodzie, widząc jedynie matkę, rodzeństwo i dzieci hodowcy, które systematycznie robiły z niego żywą przytulankę. I ten oto czworonożny kosmonauta zostaje nagle wrzucony w środek wielkomiejskiej dżungli – z tramwajami, tysiącem zapachów, tłumem obcych ludzi i… z tobą. Opiekunem, który ma zerowe przygotowanie na to, co ma teraz nastąpić.

Cena nie gwarantuje że hodowla będzie dobra! Można kupić szczeniaka i za 20 tysięcy bez socjalizacji i habituacji za to z traumą po puppy jodze.

Błąd 3: Brak uniwersyteckiego przygotowania

Zanim przyjmiesz szczeniaka pod swój dach, powinieneś zdać egzamin trudniejszy niż matura.

  • Czy wiesz, czym jest kwadrat wzmocnień?
  • Jak działa zabawa i jaką pełni funkcję w rozwoju emocjonalnym? Jak się bawić na różnych etapach rozwoju?
  • Ile godzin na dobę musi spać szczeniak, żeby nie oszaleć z przebodźcowania?
  • Czym jest dekompresja, regulacja emocjonalna, sygnały stresu i sygnały uspokajające?
  • Czy dominacja w ogóle istnieje i w jakich przypadkach?
  • Co zrobisz, gdy pies zacznie cię gryźć po rękach do krwi, szczekać na ścianę, ciągnąć jak parowóz i sikać na twój ulubiony dywan?
  • Jakie kontakty z psami powinien mieć szczeniak i kiedy, żeby nie stał się niedźwiedziem gryźli?

Większość ludzi nie zna odpowiedzi na te pytania. Nie przeczytali ani jednej mądrej książki, nie skonsultowali się ze specjalistą. Kupują psa „na żywioł”, a potem – gdy szczeniak demoluje im życie – są szczerze zdziwieni, że natura nie wyposażyła go w automatyczny moduł dobrego wychowania.

Dzień Pierwszy: Początek katastrofy

Brak wiedzy zbiera żniwo już pierwszego dnia. Ludzie zabierają szczeniaki w miejsca, w których te nigdy nie powinny się znaleźć (jak głośne kawiarnie czy zatłoczone parki, „żeby się oswajał”). Nie potrafią zorganizować czasu tak, by stopniowo uczyć psa zostawania w domu, przez co fundują mu zaburzenia separacyje na całe życie.

Co gorsza, bez wiedzy o treningu, próbują metod siłowych – wciskają psu tyłek do ziemi, żeby nauczyć go „siad”, niszcząc tym samym resztki zaufania, jakie to małe stworzenie do nich miało. Największe dramaty rozgrywają się jednak przy socjalizacji z ludźmi i innymi psami. Szczeniak błyskawicznie uczy się tzw. strategii flirtu (podbieganie do wszystkiego i wszystkich z pozorną ekscytacją), która z wiekiem płynnie ewoluuje w strategię agresji, szczekania i gryzienia. Albo, w drugą stronę, pies uznaje, że świat jest tak przerażający, iż odmawia wyjścia za próg domu.

Wszystkie te problemy można by rozwiązać jednym prostym trikiem: zdobyciem wiedzy przed podjęciem decyzji.

Niestety, większość woli uczyć się na błędach. Szkoda tylko, że konsekwencje tych błędów ponosi pies. Przez całe swoje życie.

Czy kupowanie psa jest złe?

Nie. Jeśli robisz to świadomie, wspierasz pasjonatów – ludzi, którzy wkładają serce i wiedzę w to, by powołać na świat zdrowe, stabilne psychicznie psy, które trafią do dojrzałych domów. Wiesz jakie pytania zadać żeby zweryfikować hodowlę. Ale jeśli kupujesz psa nieświadomie, po prostu napędzasz biznes. Wspierasz ludzi, którzy produkują żywe istoty dla zysku, żerując na ludzkiej niewiedzy. Powiększasz problem psów bezdobnych jednocześnie fundując sobie wycieczkę do psychiatryka w twoim domu na kolejne 15 lat.

Jeśli twoje marzenie o szczeniaku zostało właśnie zrujnowane, mam dla ciebie wiadomość: nie wszystko stracone. Istnieje trzecia droga. Jeśli koniecznie chcesz szczeniaka, ale nie masz worka pieniędzy (albo nie chcesz wspierać hodowli), zaadoptuj szczeniaka z fundacji. Często trafiają tam maluchy odebrane z nielegalnych hodowli, psy w typie rasy, które można wspaniale wychować. Będą sprawiały dokładnie tyle samo problemów, co szczeniaki z większości hodowli rynkowych (niestety bardzo trudno o dobrą hodowlę), ale przynajmniej zrobisz coś dobrego.

A jeśli nie masz doświadczenia, nie czujesz się pewnie i nie masz czasu na robienie doktoratu z psiej psychologii w trybie przyspieszonym – wybierz dorosłego, adoptowanego psa. Oszczędzisz dywan, swoje nerwy i przede wszystkim: oszczędzisz światu kolejnego niewychowanego szczeniaka, który musiał uczyć się życia metodą prób i bolesnych błędów.

Psymbioza